Film
zrealizowany tuż po Pogardzie (Les Mepris, 1963) miał być dla niej
swoistym kontrapunktem intelektualnym i emocjonalnym. Osobliwa szajka / Amatorski
Gang (Bande á part, 1964) był
powrotem do spontaniczności i żywiołowości charakterystycznej dla
wcześniejszych filmów reżysera. Powstało dzieło, którego charakter, być może
najlepiej oddaje to, co kojarzymy z francuską nową falą. Osobliwa szajka, jest jednym z tych filmów Godarda, których sposób
stylizacji najlepiej oddaje pojęcie parodii.
W przypadku tego filmu, mamy do czynienia z parodią kryminału (klasy B., jak
sam twierdzi jeden z bohaterów filmu), a konkretnie z jej szczególną odmianą,
jaką jest seria filmów opowiadających o napadach (Heist Movie).
Swoją
analizę filmu wykonam na zasadzie pars
pro toto. Zasadą tego typu analizy jest odpowiednia selekcja fragmentu.
Powinien on być wyjątkowym, wyraźnie oddzielonym
segmentem, brawurowym w swojej formie. Jednocześnie jednak musi to być fragment
do pewnego stopnia reprezentatywny dla całego filmu. Krytyk z magazynu „Empire”, zwracając uwagę na konstrukcję
filmu Godarda, stwierdził, że nie tworzy ona spójnej historii, ale jest zbiorem
scen, z których każda ma swój niepowtarzalny urok i charakter.
Dlatego ograniczenie się do zaledwie jednego fragmentu filmu, mogłoby stanowić
problem w zrozumieniu tak różnorodnej całości. Wybrałem, trzy sceny,
najsłynniejsze, kultowe, także w kontekście całego nurtu: sceny z minutą ciszy,
tańczeniem Madisona i bieganiem po Luwrze, które mam nadzieję przedstawią w
pełni formę Osobliwej szajki.
Sekwencja
„barowa”
Epizodyczna narracja, która
charakteryzuje film Godarda, składa się z bardzo wielu niezwiązanych z główną
linią fabuły scen. Film posiada wiele elips czasowych, a związek przyczynowo –
skutkowy pomiędzy niektórymi z nich, jest nie do końca jasny. Dlatego
szczególną uwagę zwraca sekwencja pobytu tytułowej „szajki” w barze. Została
ona umieszczona mniej więcej w środku filmu i stanowi pierwszy zwrot akcji. W
klasycznej narracji mamy do czynienia zazwyczaj z dwoma podstawowymi zwrotami,
które oddzielają od siebie centrum fabuły. Występują zazwyczaj na początku i
pod koniec filmu. Zwrotem w „Osobliwej szajce” jest spotkanie, podczas którego
bohaterowie planują swój wielki numer, związany z kradzieżą pieniędzy.
Nietypowość tej sekwencji dotyczy jej długości, trwa ona 13 min, na które
składają się trzy główne sceny, wszystkie zrealizowane w jednym, długim ujęciu.
Pierwsze
dwie z tych scen są zrealizowane w niemalże identyczny sposób, posługują się
tym samym planem, w obu kamera jest umieszczona na statywie i przez całą
długość ujęć (pierwsze trwa 4 minuty i 45 sekund, drugie 2 minuty i 30 sekund)
nie wykonuje żadnego ruchu. Różnica między nimi polega na ustawieniu kamery – w
pierwszej scenie jest ona ustawiona względem aktorów, po lewej stronie,
natomiast w drugiej z ich prawej strony:


Nie bez znaczenia pozostaje w
tej scenie sposób ustawienia postaci w kadrze. Poprzez relacje przestrzenne, w
jakich znajdują się bohaterowie, widz otrzymuje informację na temat ich
stosunków względem siebie, a także dwóch głównych tematów filmu, tj. wątku
kryminalnego oraz wątku miłosnego, który rozgrywa się według schematu
klasycznego trójkąta. Tematyką pierwszej z tych scen jest rywalizacja obu
mężczyzn o względy Odile. Rozpoczyna się ona od zajęcia miejsca – naprzeciwko
stolika znajduje się wyłącznie jedno krzesło, dlatego ten, który pierwszy
zasiądzie na kanapie, będzie bliżej dziewczyny. Wydaje się to dość dziecinne i
absurdalne, ale takie są charaktery wszystkich protagonistów tego filmu.
Następnym elementem gry jest częstowanie papierosem. Wcześniej dowiadujemy się
o tym, że Odile nie pali, dlatego nie dziwi jej odmowna reakcja, gdy Franz
wyciąga w jej stronę papierośnicę. Gdy ten sam gest wykonuje po chwili Arthur,
trzymając w ręku paczkę amerykańskich papierosów, dziewczyna nie odmawia.
Następnie między bohaterami, dochodzi do absurdalnej szarady wokół stolika. Gdy
tylko na moment Arthur wychodzi do baru, aby zamówić napoje, Franz natychmiast
zajmuje jego miejsce u boku dziewczyny.
Porównam teraz sposób realizacji tej sceny z
jej klasycznym odpowiednikiem w kinie klasycznym. Nie odwołuje się do
konkretnego przykładu filmu zrealizowanego w stylu zerowym, ponieważ
charakterystycznym elementem dla realizacji scen dialogowych we wszystkich z
nich jest użycie frazy ujęcie – przeciwujęcie. W przypadku rozmowy między
trzema osobami jest to zazwyczaj rozwiązane w ten sposób, że pierwsze ujęcie
ukazuje frontalnie dwie postaci naprzeciwko trzeciej, którą widzimy od tyłu.
Natomiast kontrplan ukazuje twarz trzeciej postaci z opcjonalnie ukazanymi
profilami dwóch pierwszych postaci. Godard całkowicie rezygnuje z kontrplanu i
realizuje całą rozmowę w jednym ujęciu, bez montażu. Jedynym zabiegiem na
taśmie, którego używa jest charakterystyczne dla jego twórczości wycięcie kilku
klatek filmu, na granicy przekazu podprogowego. Rozpatrując pod tym względem
wspomniane wyżej szarady, służą reżyserowi dla ukazania twarzy wszystkich bohaterów,
wyłamując się przy tym klasycznym rozwiązaniom dla tego typu scen.
W filmie, także w omawianej
sekwencji Godard posługuje się zabiegami deziluzji, wykorzystuje motywy
autotematyczne, film, jako medium pojawia się także w dialogach. Postaci w
niektórych scenach zdają się być świadome konwencji kryminału, w którym biorą
udział. W ich dialogach przewija się motyw filmu. Arthur decyduje się na zrobienie
skoku dopiero w nocy, aby jak sam mówi, uszanować konwencję kina klasy B. Jedna
z wypowiedzi Franza jest kierowana prosto do kamery. Rywalizacja o zajęcie
miejsca przy boku Odile, to także kwestia o być czy nie być widocznym dla
kamery. Postać, której, przez ponad 4 minuty, widoczne są dla nas jedynie jej
plecy, jest dla narracji mniej ważna, mniej atrakcyjna i traci nasze
zainteresowanie, szczególnie przy tak długich ujęciach.
W drugiej scenie (trzeciej w
całej sekwencji) Franz i Arthur siedzą skierowani przodem do kamery, natomiast
Odile siedzi naprzeciw nich. Umiejscowienie obu postaci po jednej stronie kadru
ma też wymiar symboliczny. Jest to scena, w której Franz ostatecznie zgadza się
wziąć udział w napadzie i pozostaje mu przekonanie do udziału w nim Odile. Jej
opozycyjne miejsce w kompozycji kadru wyraża sprzeczne uczucia, które żywi
względem napadu. Jest ona postacią najsłabszą w filmie, kieruje nią strach i
niezdecydowanie. Właściwie do zakończenia historii nie jest ona w stanie jasno określić,
czy stanie po stronie Franza i Arthura. Nawet wtedy, gdy spełnia ich żądania
służące wcieleniu planu w działanie, nie jest pewna, co do ich słuszności.
Widząc mężczyzn siedzących obok siebie rozumie, że nie ma odwrotu od realizacji
ich planu, co potwierdza, odpowiadając na pytanie Arthura, słowami: „Wolałabym
odpowiedzieć, że nie wiem co będziemy teraz robić, ale wiem co będziemy robić.”
Sekwencja
„barowa”: 36 sekund milczenia
Podczas tej sceny ma miejsce, jeden z wielu w
całym filmie, zabieg deziluzji, które odrywają nas od powierzchownego podążania
za tokiem fabuły, a kierują naszą uwagę na formę filmu, rolę reżysera i sposób
kreacji poszczególnych scen. Ma ona miejsce po dialogu, między bohaterami,
który pozwolę sobie przytoczyć:
Franz: Jeśli
nic już nie mamy sobie do powiedzenia, zróbmy minutę ciszy.
Odile: Potrafisz być czasem naprawdę głupi.
Franz: Minuta ciszy to bardzo długo. Prawdziwa
minuta ciszy trwa wieki.
Odile: Okej! Raz, dwa, trzy…
Po
tych słowach bohaterowie milkną a dźwięk w filmie zostaje wyłączony. Zaznaczona
przez Franza różnica pomiędzy minutą ciszy a prawdziwą minutą ciszy zostaje
przedstawiona w filmie za pomocą całkowitego wyłączenia dźwięku, zarówno
diegetycznego i niediegetycznego. Przez 36 sekund doświadczamy całkowitego
braku ścieżki dźwiękowej, łącznie z charakterystycznym szumem, będącym
produktem ubocznym niedoskonałości związanych z techniką nagrywania dźwięku. Po
tym czasie Franz przerywa milczenie, czym przywraca diegezie jej dźwięki.
David
Bordwell w swojej analizie twórczości Jean-Luca Godarda zwraca uwagę na ten,
jak sam nazywa, gag i tłumaczy jego obecność nawiązaniem do dokumentalnego
sposobu realizacji filmu.
Bordwell ma na myśli z pewnością szczególny rodzaj dokumentalizmu, jakim był
nurt cinema verité. Przez
zwrócenie uwagi na ten aspekt możemy wytłumaczyć koncepcję realizacji sceny na
jednym ujęciu, próbą wykreowania wrażenia podglądactwa czy też „chwytania życia
na gorąco”, charakterystycznych dla francuskich dokumentalistów tego okresu. Zabieg
ten jest jednym z tych, które przypominają, kto opowiada tę historię. Oprócz
niewątpliwie autorskiej narracji filmu, mamy do czynienia także z dosłowną
obecnością Godarda w filmie poprzez prowadzoną przez niego narrację ponad –
kadrową. Autor zwraca na siebie uwagę już w czołówce filmu, gdzie figuruje,
jako Jean-Luc Cinéma Godard.
Sekwencja
„barowa”:
„Madison”,
czyli taneczne trio i Cinéma Godard
Scena
tańczenia „Madisona” jest częścią filmu, w której figura wszechwiedzącego
narratora została zastosowana w najciekawszy formalnie sposób. Cała scena, zrealizowana znowu na jednym ujęciu,
ma charakter intertekstualny i odsyła widza do konwencji klasycznego musicalu.
Jednak również i w tym wypadku zasady klasycznej odmiany tego gatunku zostają
złamane. Jak zauważa Ewa Mazierska: nieposłuszeństwo
regułom objawia się nieoczekiwanym łączeniem
konwencji gatunkowej z niezwiązanym z nią tematem, sposobem
narracji, typem bohaterów lub scenerią.

Muzyka ma
charakter diegetyczny, jej źródłem jest szafa grająca (sam utwór jest natomiast
autorską kompozycją Michela Legranda, który jest autorem muzyki filmu). To co
wyróżnia ten taniec od innych wykonywanych w filmach nie – musicalowych jest
jego teatralny i widowiskowy charakter, sprawiający wrażenie bezpośredniego
nawiązania do konwencji. Poprzez to scena ta odstaje od reszty filmu, i
całkowicie zmienia jego charakter. W trakcie tańca wprowadzona zostaje narracja
ponadkadrowa, przez co ścieżka dźwiękowa składa się z trzech różnych elementów,
którymi manipuluje reżyser (bądź też narrator, jeżeli uznać, że pomimo posiadania
głosu Godarda, nie stanowi on jedności z reżyserem – nie dowiadujemy się
niczego, co mogłoby wskazywać bezpośrednio na jego tożsamość). Stosunek
pomiędzy tymi elementami wygląda następująco podczas kolejnych interwencji
reżysera:
1. Muzyka diegetyczna i diegetyczne dźwięki
(odgłosy tańca – stepowanie i klaskanie oraz odgłosy z baru – rozmowy, śmiech).
Po kilkudziesięciu sekundach następuje pierwsza zmiana ścieżki dźwiękowej.
2. Włącza się głos narratora, słyszymy tylko
część dźwięków diegezy (odgłosy tańca). Ścieżka dźwiękowa zostaje pozbawiona
muzyki i pozostałych dźwięków diegetycznych.
3. Głos narratora zostaje wyłączony i powracamy do
sytuacji jak w punkcie pierwszym.
Cykl ten powtarza się jeszcze
kilkakrotnie, za każdym razem, aby umożliwić Godardowi swobodną narrację filmu. Zabieg ten niesie ze sobą także pewien komiczny
potencjał. Obserwujemy tańczących ludzi – słyszymy jak tańczą, ale nie słyszymy
samej muzyki. David
Bordwell zwraca uwagę na rolę narratora, poddając w dyskusję jego prawdomówność
i rolę, jaką pełni w historii. Narrator nie umożliwia nam odtworzenia historii,
z wszystkimi jej wydarzeniami.
W momentach filmu, gdzie w obrazie pojawia się elipsa czasowa, a w zamian
zostaje wprowadzona narracja, to nie tylko nie poznajemy wystarczającej ilości
informacji, ale poddajemy w wątpliwość same wydarzenia. Dodatkowo mamy do
czynienia z wariantowością niektórych scen w czasie jednej sekwencji.
Wariantowość w Osobliwej szajce przejawia
się w dwóch zakończeniach (tragicznym i z Happy
Endem).
W 9
minut i 43 sekundy dookoła Luwru
Ostatnia
scena, której chciałbym się dokładnie przyjrzeć przedstawia trójkę głównych
protagonistów pokonujących rekordowy czas zwiedzania Luwru. Ponownie Godard
wykorzystuje formę paradokumentalną, stylizując całą scenę biegu na cinema verité. Prawdopodobnie podczas jazdy
samochodem bohaterowie, dla „zabicia czasu” postanawiają pobić rekord
zwiedzania Luwru ustanowiony przez pewnego Amerykanina. Scena ta umieszczona
jest w krótkiej sekwencji. W pierwszej scenie bohaterowie jadą samochodem, Franz
czyta książkę. Następuje cięcie, które przenosi nas do ujęcia ukazującego zza
rzeki mury Luwru. Włącza się głos narratora, który przedstawia nam dialog postaci,
który zapewne mógłby mieć miejsce w tym samym czasie ekranowym. Nie do końca
zrozumiała jest jego rola, akurat w tej sekwencji.
W narracji klasycznej jest on najczęściej
używany, aby streścić większy odcinek czasu, wydarzenie ważne, ale
nieatrakcyjne dla samej narracji. Jednak w tym filmie możemy założyć, że
ukazanie sceny, w której bohaterowie rozmawiali ze sobą przyniosłaby taki sam
efekt i skutki. Możemy założyć, że jest to po prostu kolejny zabieg, który
przypomina nam o istnieniu narratora. Po tej scenie przechodzimy od razu do
wnętrza Luwru, bez wprowadzenia zostajemy wrzuceni w obraz ukazujący Odile,
Franza i Arthura, biegnących korytarzami Luwru.
Ewa
Mazierska zauważa wspólny motyw pomiędzy tą sceną a późniejszymi Historiami kina (Histoirie(s) du Cinéma,
1989).
Jest nią sposób, w jaki bohaterowie Osobliwej
szajki i sam Jean-Luc Godard, postrzegają historię. Na zasadzie szybkiego
montażu obrazów.
Oczywiście przesadą byłaby analiza tej sceny filmu w kontekście historiofotii.
Niemniej jednak zwrócenie uwagi na podobny charakter łączący tę scenę i
późniejszy projekt reżysera, pozwala nam zobaczyć pewne piętno reżysera
pozostawione na każdym z nich. Oczywiście piętno to związane z koncepcją
autora, może odnosić się do pewnego niepowtarzalnego stylu reżysera. Tutaj
jednak mamy do czynienia z pewnym duchem Godarda. Szaleństwo jego stylu,
spontaniczność scen, ciągła zmiana konwencji filmu, widoczne w scenach
zamiłowanie do kinofilii sprawiają wrażenie uchwycenia wykreowanego przez reżysera
sposobu na świat, ukazanie pewnego gwałtownego ducha filmowego człowieka
renesansu.